połów asako yuzuki

Przyjaźń, która zaczyna się od głodu. „Połów, czyli jak wyhaczyć przyjaciółkę” Asako Yuzuki

Są książki o samotności, w których bohater cierpi z powodu braku ludzi. Asako Yuzuki interesuje trudniejsza sytuacja. Pokazuje człowieka otoczonego ludźmi, sprawnego zawodowo, funkcjonującego zgodnie ze społecznymi regułami, który jednak nie potrafi zbudować bliskiej relacji. Jeszcze Mocniej intryguje moment, gdy potrzeba relacji staje się tak silna, że druga osoba staje się nie odrębnym bytem, obsesyjnie zależnym od drugiej osoby. Przyjaźń stanowi tutaj centralny temat, ale Yuzuki interesuje jej wypaczona wersja. Pyta, co dzieje się wtedy, gdy ktoś zaczyna potrzebować wizji przyjaciółki, a nie konkretnej osoby, którą (podobno) chce pokochać.

Polscy czytelnicy znają Asako Yuzuki przede wszystkim dzięki „Masłu”, wydanemu u nas w 2024 roku w przekładzie Anny Wołcyrz. „Połów. Czyli jak wyhaczyć przyjaciółkę” trafił do Polski później, w lipcu 2026 roku, również w przekładzie Wołcyrz, choć w twórczości autorki zajmuje wcześniejsze miejsce. Japoński oryginał „Nairu pāchi no joshikai” ukazał się w 2015 roku i zdobył Nagrodę Yamamoto Shūgorō. „Masło” zostało wydane w Japonii dopiero w 2017 roku. Ta kolejność okazuje się bardzo ciekawa, bo czytając „Połów” po „Maśle”, można zobaczyć tematy, które Yuzuki rozwijała już wcześniej: kobiece role społeczne, jedzenie, cielesność, samotność, pragnienie akceptacji i stosunki między kobietami. W „Połowie” wszystko jest bardziej nerwowe, miejscami znacznie trudniejsze psychologicznie i zdecydowanie mniej wygładzone.

 

Eriko ma wszystko, czego można jej zazdrościć. Poza tym, czego naprawdę potrzebuje

Eriko Shimura świetnie nadaje się na bohaterkę powieści o presji społecznej, ponieważ z zewnątrz trudno wskazać oczywistą przyczynę jej niezadowolenia. Jest atrakcyjna, dobrze wykształcona, pochodzi z zamożnej rodziny, pracuje w dużej tokijskiej korporacji i odnosi sukcesy. Jej kariera rozwija się bardzo dobrze. Otrzymuje poważne zadania, uczestniczy w międzynarodowych projektach, przygotowuje się do służbowego wyjazdu do Tanzanii związanego z importem okonia nilowego. Potrafi funkcjonować w świecie pracy, w którym wynik, pozycja i kompetencje mają określone kryteria.

Znacznie gorzej radzi sobie tam, gdzie podobnych kryteriów brakuje. Przyjaźni nie można zdobyć dobrymi wynikami, prestiżową uczelnią ani konsekwencją. Nie wystarczy właściwie się zachowywać i wystarczająco mocno chcieć. Eriko tego nie rozumie. Próbuje więc traktować relację z drugim człowiekiem podobnie jak zadanie wymagające odpowiedniego planu.

Jej samotność nie ma przy tym efektownej formy. Yuzuki pokazuje zachowania, które są wstydliwe i bardzo prywatne. Eriko wyrywa sobie włosy, objada się jedzeniem, którego sama nie uznaje za odpowiadające wizerunkowi osoby sukcesu, obsesyjnie przegląda internet. Najbardziej interesuje ją blog prowadzony przez Shōko Maruo. Autorka bloga, występująca jako Halibutka, opisuje życie kiepskiej gospodyni. Nie sprząta tak, jak powinna. Nie gotuje jak wzorowa żona. Nie realizuje zawodowych ambicji. Nie buduje wizerunku perfekcyjnej pani domu. Dla Eriko staje się przez to fascynująca.

Właśnie tutaj widzę jeden z najciekawszych paradoksów powieści. Eriko zachwyca się Shōko dlatego, że uważa ją za osobę wolną od wymagań, którym sama podporządkowała własne życie. Nie poznaje jednak prawdziwej Shōko. Poznaje jej blog.

Shōko też gra pewną rolę, choć utrzymuje, że jest inaczej

Na pierwszy rzut oka kobiety stoją po przeciwnych stronach. Eriko żyje karierą, Shōko nie pracuje zawodowo. Eriko pilnuje wyglądu, obowiązków i pozycji. Shōko eksponuje bałagan, lenistwo oraz brak zainteresowania tradycyjnie pojmowanymi obowiązkami gospodyni. Jedna kontroluje praktycznie wszystko, druga uczyniła z braku kontroli część własnej tożsamości.

Tyle że wraz z rozwojem historii coraz trudniej uważać Shōko za całkowicie autentyczną przeciwwagę dla Eriko. Blog również jest kreacją. Szczerość może być elementem wizerunku równie skutecznie jak perfekcja. Człowiek publikujący w internecie nawet najbardziej osobiste szczegóły nadal wybiera, które fragmenty swojego życia pokazuje. Eriko myli dostęp do informacji z dostępem do człowieka i uważa, że zna Shōko, ponieważ przez długi czas czyta jej blog. Z czasem zaczyna przypisywać sobie prawo do emocjonalnej bliskości z osobą, która takiego zobowiązania nigdy wobec niej nie podjęła. 

Dla mnie to jeden z najmocniejszych tematów książki. Internet umożliwia poznanie ogromnej liczby szczegółów dotyczących cudzego życia. Jednak wciąż są to szczegóły które ktoś chce, abyśmy widzieli. Zawsze tendencyjne, zawsze analizowane przed publikacja, nastawione na konkterny odbiór. Jak wiele osób zapomina, że ilość posiadanych informacji nie określa ani prawdziwej osoby, ani tym bardziej głębokości relacji.

Wystarczy jedna scena, żeby wejść do umysłu Eriko

Bardzo wymowny jest fragment powieści, w którym Shōko przez cztery dni nie publikuje nowego wpisu i nie odpowiada na wiadomości. Eriko wysłała ich już dziesięć. Zamiast uznać brak odpowiedzi za komunikat sam w sobie, zaczyna szukać przyczyny. Przegląda archiwalne posty, analizuje fotografie, sklepy i elementy otoczenia, aż rekonstruuje adres blogerki. Następnie jedzie pod jej dom, odnajduje skrzynkę pocztową, próbuje ją otworzyć i dopiero wtedy spotyka Shōko.

To bardzo dobrze napisana scena, ponieważ czytelnik pozostaje przez chwilę zamknięty w logice Eriko, a ta uważa, że działa z troski podszytej lekką paniką. Jest przekonana, że mogło wydarzyć się coś złego. Pamięta o groźbach otrzymywanych przez Shōko. Martwi się. Wszystkie pojedyncze elementy tej argumentacji brzmią racjonalnie, dopóki nie zobaczymy ich razem.

Dziesięć wiadomości w cztery dni. Analiza zdjęć. Ustalanie adresu. Wizyta pod mieszkaniem. Próba otwarcia skrzynki.

Yuzuki znakomicie pokazuje nam mechanizm przekraczania granicy. Eriko nie podejmuje przecież jednej wielkiej decyzji o zostaniu stalkerką. Wykonuje serię działań, z których każde potrafi sama sobie uzasadnić i przez długi czas nie uważa się za osobę niebezpieczną i pewnie niejeden odbiorca na początku tłumaczy sam przed sobą tą świetnie prosperującą zawodowo kobietę. Uważacie się za dobrą przyjaciółkę? Co byście zrobiły, gdyby bliska Wam osoba nagle ucichła? Gdzie kończy się granica?

„Przecież się przyjaźnimy” brzmi w tej książce… groźnie!

Najbardziej przejmująca część tej sceny następuje chwilę później. Shōko tłumaczy swoją nieobecność. Eriko zamiast poczuć wyłącznie ulgę, zaczyna mieć do niej pretensje, ponieważ tamta nie odpowiedziała na wiadomości. Mówi wreszcie, że przecież się przyjaźnią. I wtedy sama rozpoznaje te słowa. Piętnaście lat wcześniej powiedziała coś bardzo podobnego Keiko, swojej dawnej przyjaciółce.Ten moment bardzo dobrze ustawia całą postać Eriko. Jej problem zaczyna się dużo wcześniej. Eriko chciałaby bliskości, lecz nie potrafi zaakceptować podstawowego można rzec, banalnego i oczywistego warunku bliskości: druga osoba musi chcieć jej w równie dobrowolny sposób.

Yuzuki rozszerza historię dwóch kobiet na pytanie dotyczące społecznego znaczenia przyjaźni. Eriko nie chce po prostu mieć kogoś, z kim mogłaby czasem porozmawiać. Potrzebuje „najlepszej przyjaciółki”. W jej wyobrażeniu taka osoba potwierdziłaby, że Eriko potrafi tworzyć relacje, że jest normalna, lubiana, potrzebna i pełna jako człowiek. W tym sensie przyjaciółka zaczyna działać podobnie jak dobra praca, atrakcyjny wygląd czy prestiżowe wykształcenie. Staje się kolejnym elementem życiowego wyposażenia, który należy posiadać, ponieważ dorosła samotność bywa społecznie wstydliwa. Brak bliskich przyjaciół trudno zinterpretować w sposób, który nie wywołuje pytania: „co z tobą jest nie tak?”. 

Okoń nilowy jest bardzo czytelnym symbolem

Omówmy symbolikę tytułu. Eriko pracuje przy projekcie związanym z okoniem nilowym. Ryba staje się najważniejszym motywem powieści i tłumaczy jej oryginalny japoński tytuł. Yuzuki wykorzystuje historię gatunku do opowiedzenia o wejściu obcego drapieżnika do środowiska i zaburzeniu istniejących relacji i choć symbolika ta jest przez autorkę zbyt nachalnie tłumaczona to jednak jest ona bardzo adekwatna i pomysłowa.

Nie trzeba długo szukać związku z Eriko i Shōko. Obie wchodzą w życie drugiej osoby z własnym głodem. Obie próbują coś uzyskać. Obie potrafią oceniać cudze wybory bardzo surowo. W różnych momentach powieści zmienia się natomiast odpowiedź na pytanie, kto właściwie jest drapieżnikiem. To jedna z rzeczy, które na pewno spodobają się Wam w „Połowie”: nie znajdziecie tu oczywistej i prostej historii niewinnej ofiary i potwora. 

Bardzo dobrze działa sposób, w jaki Yuzuki pozwala oglądać relację bohaterek z dwóch stron. Zachowanie, które dla jednej jest dowodem troski, dla drugiej może być naruszeniem prywatności. Gest interpretowany przez Eriko jako początek szczególnej więzi Shōko może uznać za zwyczajne spotkanie.

To banalna obserwacja z codziennego życia, ale literatura rzadko pokazuje ją aż tak konsekwentnie.

 

Internet jest w „Połowie” narzędziem podglądania i produkowania siebie

Blog Shōko pełni znacznie większą funkcję niż zwykły rekwizyt fabularny. Daje Eriko możliwość budowania jednostronnej relacji. Zna miejsca, które Shōko odwiedza. Wie, co kupuje. Ogląda wnętrze jej mieszkania. Uczy się jej stylu wypowiedzi. Na podstawie zdjęć jest nawet w stanie odnaleźć jej dom.

To bardzo precyzyjna obserwacja dotycząca sposobu, w jaki cyfrowa dostępność zmienia poczucie prywatności. Możemy wiedzieć o człowieku bardzo dużo, choć nigdy z nim nie rozmawialiśmy. Możemy śledzić jego życie przez lata i zbudować wrażenie znajomości. Dla osoby publikującej jesteśmy jednym z tysięcy odbiorców. Dla nas ona może stać się kimś obecnym w życiu codziennie.

Yuzuki pokazuje też drugą stronę tego mechanizmu. Shōko, przedstawiająca się w sieci jako Halibutka (co z resztą jest także bardzo wymownie nawiązuje do tytułu i jego symboliki, czyż nie?) czerpie coś z obecności czytelniczek. Ich reakcje potwierdzają, że jej sposób życia jest interesujący, zabawny i godny uwagi. Internet produkuje więc kilka poziomów relacji, z których żaden nie musi odpowiadać przyjaźni.

Ten element powieści moim zdaniem zestarzał się wyjątkowo dobrze. Książka ma ponad dekadę, a jej pytania stały się bardziej aktualne.

„Połów” mówi również o klasie, pracy i globalizacji

Wątek korporacyjny bywa wskazywany przez część czytelników jako zbyt rozbudowany, ale dla mnie ma znaczenie. Praca Eriko nie została przypadkowo związana z handlem rybami. Korporacyjna rzeczywistość pokazuje miejsce, w którym bohaterka czuje się znacznie bezpieczniej niż w relacjach prywatnych. Tam obowiązują procedury, hierarchie i cele. Można negocjować kontrakt. Można zdobyć rynek. Można przedstawić argumenty i policzyć wynik.

Jednocześnie rozmowy o imporcie okonia nilowego otwierają powieść na kwestie globalnego handlu, konsumpcji i sposobu, w jaki poszczególne społeczeństwa przekształcają produkt zgodnie z własnymi oczekiwaniami. We fragmencie Eriko porównuje podejście japońskich i europejskich konsumentów, zastanawiając się nad tym, do którego środowiska okoń lepiej pasuje. Ta refleksja ma oczywiście znaczenie również dla niej samej. Eriko coraz mocniej zastanawia się, czy problemem jest ona, czy środowisko, w którym próbuje funkcjonować.

To pytanie przewija się przez całą powieść. Czy człowiek nie pasuje do otoczenia, ponieważ otoczenie narzuca mu niewłaściwe wymagania? Czy źródłem problemu pozostają jednak jego własne zachowania? Yuzuki konsekwentnie odmawia wyboru jednej wygodnej odpowiedzi.

Kobieca solidarność nie zdobywa tu poklasku

„Połów” czytam również jako polemikę z utkanym ze schematów obrazem kobiecej solidarności. Yuzuki nie zakłada, że relacja między kobietami automatycznie tworzy bezpieczną przestrzeń. Kobiety mogą się wspierać, i owszem i robią to pięknie. Jednak mogą też rywalizować, kontrolować, zazdrościć i projektować na siebie własne braki. 

Jednocześnie autorka pokazuje społeczne warunki, które podsycają takie zachowania. Kobieta sukcesu ma udowadniać, że radzi sobie w świecie zawodowym. Żona ma prowadzić odpowiednie życie domowe. Każda powinna mieć określony wygląd, właściwe grono przyjaciół, odpowiednią relację z jedzeniem i bardzo konkretny zestaw cech dla karmienia swych ambicji.

Eriko i Shōko w różny sposób próbują odpowiedzieć na te oczekiwania. Obie ciężko za to płacą. Próbują też żyć inaczej, ale społeczne uwarunkowania blokują je bardziej, niż są w stanie to przewidzieć. Swoją drogą, to takie gombrowiczowskie, znane nam już z Ferdydurke, pamiętacie? „Ach, stworzyć formę własną! […] Niech kształt mój rodzi się ze mnie, niech nie będzie zrobiony mi!”

Nie odbieram jednak książki jako tezy, że „kobiety niszczą kobiety”. Taka interpretacja byłaby za prosta. Yuzuki bardziej interesuje sytuacja, w której człowiek próbuje zaspokoić własną potrzebę bezpieczeństwa poprzez kontrolowanie drugiego człowieka.

Czy „Połów” jest thrillerem?

Marketingowo bardzo łatwo przedstawić tę książkę jako thriller psychologiczny. Jest obsesja, stalking, szantaż, narastające napięcie i relacja zmierzająca w coraz bardziej niebezpiecznym kierunku. Jest to jednak literatura piękna w całej okazałości! Ja czytałam „Połów” przede wszystkim jako powieść psychologiczno społeczną bazującą na mechanizmach thrillera. Ciekawe? No pewnie! Najważniejsza oczywiście pozostaje analiza tego, dlaczego bohaterki zachowują się w określony sposób i co ich zachowanie mówi o naszym społeczeństwie. Powieść jak najbardziej współczesna mówiąca o kondycji naszego społeczeństwa w dobie internetu mediów społecznych i kreowaniu sztucznego wizerunku. to co może teraz następnym razem wrzucając jakąś rolkę na Instagram zastanowimy się czy nie tkamy sobie kolejnego oka w gęstej sieci czyjś schematów i poglądów?