LEGO KWIATY

LEGO Botanicals Mały Słoneczny Bukiet 10347 – zobaczcie, jaki jest piękny! [Recenzja]

Są takie zestawy LEGO, które od razu trafiają do pokoju dziecka na półkę z pojazdami, do pudełka z okrzykiem „mamo, nie ruszaj, bo to jest baza kosmiczna”. A są też takie, które od pierwszego spojrzenia wyglądają, jakby mogły zamieszkać w salonie, na biurku albo na komodzie obok świeczki, ramki ze zdjęciem i kubka z zimną kawą, którego mama oczywiście „zaraz dopije”. U nas designerski zestaw stoi nawet w łazience! 

LEGO Botanicals Mały Słoneczny Bukiet 10347 też niewątpliwie do tej drugiej kategorii. To zestaw, który niby jest z klocków, niby do składania, niby dla fanów LEGO, ale efekt ma w sobie coś bardzo domowego, designerskiego, miękkiego… wiecie, o czym mówię? Kiedy otworzyliśmy pudełko razem z dziećmi, usłyszałam najpierw: „O, kwiatki!”, potem: „Czy to będzie dla babci?”, a na końcu: „Mamo, a jakbyśmy mieli takie dwa, to jeden może być dla naszej pani?”. I właśnie wtedy pomyślałam, że ten zestaw ma w sobie po prostu coś mocno ujmującego.

Pierwsze wrażenie: mały bukiet, dużo uroku

Na pudełku LEGO Botanicals Mały Słoneczny Bukiet 10347 wygląda bardzo delikatnie i pogodnie. Nie jest to ogromna kompozycja, lecz właśnie w tej niewielkiej skali tkwi jego urok. Po złożeniu bukiet jest zgrabny, lekki wizualnie i dość naturalistyczny. Sądzę, że podobnie jak my, polubicie tę słoneczną, subtelną wiązankę, którą po prostu trzeba postawić na stoliku, żeby w domu zrobiło się jaśniej.

Kolory są spokojne, jasne i bardzo przyjemne. Dzieci od razu zauważyły „te słoneczne kawałki”, jak nazwały drobne żółtawe i pastelowe elementy. Ja natomiast doceniłam to, że bukiet nie wygląda krzykliwie. 

Budowanie z dziećmi: relaks z lekkim chaosem w tle

Zestaw ma 373 elementy, więc jest wystarczająco konkretny, żeby składanie trwało dłuższą chwilę, ale nie tak ogromny, żeby trzeba było rezerwować cały weekend, prowiant i psychiczne wsparcie. Dla mnie to duży plus. Lubię rodzinne składanie LEGO, ale są takie momenty, kiedy widzę tysiąc malutkich elementów i wiem, że moje dzieci mają entuzjazm na pierwsze czterdzieści minut, a potem ja zostaję z instrukcją, rozsypanymi częściami i zdaniem: „Mamo, dokończysz?”.

Natomiast ten bukiet składa się z wielu mniejszych łodyg i kwiatów, więc można było podzielić pracę. Jedno dziecko budowało fragment, drugie szukało elementów, trzecie oczywiście pełniło funkcję bardzo ważnego kontrolera jakości, czyli mówiło: „To chyba nie tak”, nawet jeśli było dokładnie tak 😀 

Samo budowanie jest naprawdę przyjemne. Nie jest monotonne, bo każdy kwiat i każda łodyżka mają trochę inny charakter. Pojawiają się drobne, sprytne rozwiązania konstrukcyjne, które dzieci komentowały z zachwytem: „O, to z tego będzie płatek?”, „Ale śmieszne, to wygląda jak coś z innego zestawu!”, „Mamo, LEGO naprawdę wymyśla kwiatki z takich dziwnych części?”. I to jest jedna z największych przyjemności serii LEGO Botanicals: odkrywanie, że element, który w innym zestawie byłby czymś zupełnie innym, tutaj nagle zamienia się w listek, pączek albo delikatny detal rośliny.

Małe części, duża cierpliwość

Nie będę udawać, że cały proces był wyłącznie sielanką w stylu „matka z dziećmi budują bukiet przy spokojnej muzyce, a w tle pachnie ciasto”. W tle pachniała raczej herbata, którą zrobiłam za wcześnie i wypiłam za późno, a na stole przez chwilę panował stan, który można określić jako kontrolowany botaniczny rozgardiasz.

Elementy są drobne, więc przy młodszych dzieciach trzeba uważać. To nie jest zestaw, który dałabym maluchowi do samodzielnego składania bez nadzoru. Na szczęście starsze dzieci poradzą sobie konkursowo! Niektóre części wymagają oczywiście precyzji, a precyzja dzieci bywa zależna od poziomu głodu, zmęczenia i tego, czy ktoś akurat nie siedzi na ich ulubionym krześle 😉 

„Mamo, on wygląda jak prawdziwy, tylko nie pachnie”

Po złożeniu bukiet zrobił na nas MEGA dobre wrażenie. Jest niewielki, ale pełen szczegółów. Ma w sobie lekkość i naturalność, choć oczywiście nadal widać, że to LEGO. Dzieci były szczególnie dumne, że „to nie jest do rozbierania, tylko do postawienia”. Co w naszym domu jest dużym wyróżnieniem, bo wiele konstrukcji LEGO żyje intensywnie przez dwa dni, a potem zostaje przebudowane w pojazd ratunkowy, smoczą jaskinię albo „coś, co jeszcze nie ma nazwy”. Ten bukiet od początku dostał status ozdoby. Stanął w wazoniku i nagle okazało się, że IDEALNIE pasuje do salonu! Oczywiście wazon nie jest częścią zestawu. Trzeba mieć własny 🙂 . I najlepiej raczej niski, bo łodygi nie są bardzo długie. 

Bukiet, który nie zwiędnie, czyli prezent idealny dla mamy

Jako mama muszę powiedzieć jedno: ten zestaw jest naprawdę dobrym pomysłem na prezent. Zwłaszcza jeśli obdarowana osoba lubi kwiaty, ale ma już dość bukietów, które po trzech dniach zaczynają dramatycznie pochylać głowy, a po tygodniu trzeba je zwiędnięte wynosić z domu z poczuciem winy.

LEGO Botanicals Mały Słoneczny Bukiet 10347 zostaje na lata <3  Nie więdnie, nie gubi płatków, nie potrzebuje wymiany wody, nie obraża się za przeciąg i nie wymaga od mamy udawania, że „jeszcze wygląda dobrze”, kiedy już ewidentnie nie wygląda. Można go postawić na biurku, komodzie, półce, parapecie albo przy łóżku oraz wszędzie tam gdzie żadne żywe kwiaty by nie przetrwały: w łazience bez okien lub ciemnym przedpokoju, by radośnie witał gości. Jest trwały, pogodny i ma w sobie coś osobistego, zwłaszcza jeśli zostanie złożony przez dzieci.

Taki zestaw Lego na Dzień Matki, urodziny, imieniny albo po prostu jako mały gest wdzięczności – bardzo tak!

Prezent dla nauczyciela? Zdecydowanie ma sens

Drugi pomysł, który pojawił się u nas bardzo naturalnie, to prezent dla nauczyciela na koniec roku szkolnego. I im dłużej patrzyłam na ten bukiet, tym bardziej wydawało mi się to trafione. Jest symboliczny, estetyczny, nieprzesadzony i zostaje właściwie na zawsze! Nie jest kolejnym klasycznym bukietem, który nauczyciel musi dowieźć do domu razem z torbą, dokumentami, laurkami i prawdopodobnie pięcioma innymi bukietami po to, by po tygodniu je wyrzucić.

Taki LEGO bukiet może stanąć na biurku w klasie, w gabinecie albo w domu. Ma w sobie coś miłego, ale nie zbyt osobistego. Jest elegancki, ale z odrobiną zabawy i fantazji. A jeśli zostanie złożony przez uczniów albo dzieci wręczając prezent, zyskuje dodatkową wartość. To nie jest anonimowy upominek. To coś, w co ktoś włożył czas.

Moje dzieci od razu zaczęły planować, że dla pani można by jeszcze zrobić karteczkę: „Dziękujemy, że pani nas podlewała wiedzą”. Przyznaję, że śmiałam się dłużej, niż powinnam. Ale coś w tym jest!