W moje ręce trafiła niezwykła publikacja. Tak naprawdę to nie jest książka… ale nią się stanie, nie jest to dziennik, to bardziej pamiętnik, a raczej”wspomietnik” bo uruchamia wspomnienia, gdy odpowiadacie na pytania zawarte na jego kartach. „Mamo, opowiedz mi swoją historię” Jeffreya Masona, spowodowało u mnie ścisk serca, kartkowałam ją z uczuciem, wiedząc, że powstanie z niej… książka o mnie. I żałuję, ze moja mam nie miała okazji takiej dla mnie napisac.
To pełne emocji okruszki z dzieciństwa, opis pierwszej miłości, relacja z porodu, przepis na ulubione ciasto. Po prostu swoista, jedyna w swoim rodzaju, niepowtarzalna osobista kronika, którą można przekazać dzieciom i wnukom.
Dlaczego nikt mi tego nie dał wcześniej?
Pierwsza myśl, jaka do mnie wróciła podczas lektury, była nieco gorzka. Gdy moja mama żyła, mogliśmy spisać jej historię. Mogłam zadać jej pytania, które teraz zadaję sobie codziennie: jak wyglądały jej wakacje w czasach, gdy wyjazd nad jezioro był wyprawą życia? Kogo pierwszego pokochała? Co ją najbardziej przerażało, kiedy była w moim wieku i nosiła mnie pod sercem? Tych pytań wtedy nie zadałam. A teraz, czytając „Mamo, opowiedz mi swoją historię”, widzę, jak wiele historii przepadło, bo nie pomyślałam, żeby je zapisać.
To była dla mnie podróż sentymentalna przez zakamarki życia. Kiedy usiadłam z książką przy kuchennym stole, dzieciaki przyniosły kredki, flamastry i klej… „mamo, to będzie o tobie, prawda?”. I tak zaczęła się nasza mała podróż. Dzieciaków najbardziej zainteresowały pytania o moje dzieciństwo – czy też biegałam po podwórku bez butów, co chciałam dostać od Mikołaja, jak nazywała się moja najlepsza koleżanka w zerówce. Dla mnie z kolei najcenniejsze okazały się rozdziały o relacjach z bliskimi i o własnej mamie. Pisząc, zostawiałam im odpowiedzi na pytania, których jeszcze nie zdają sobie sprawy, że kiedyś będą chcieli zadać.
Pamiątka. Na zawsze.
Największą zaletą tego dziennika jest jego… ciepło. Nie jest to suchy formularz; pytania są drobiazgowe, ale dzięki temu wyciągają z pamięci rzeczy, o których dawno się nie myślało – jak smak pierwszej pomarańczy, z kim przechodziłam przez ulicę do szkoły, jak wyglądał mój pokój, gdy miałam pięć lat. Autor stworzył książkę tak, aby wypełnianie jej było przyjemnością. Co więcej: każdy rozdział to w zasadzie bodziec do rozmowy: opowiadam dzieciom, one komentują, dopytują, ja dopisuję to, co dla nich było ważne podczas dyskusji.
Z praktycznego punktu widzenia dziennik jest bardzo estetycznie wykonany, z miejscem na wpisy i zdjęcia, piękną okładką i ogólnie ładną oprawą graficzną. Cytaty o mamie są rozczulające.
Dla kogo taka książka?
Napisałabym, że “Mamo, opowiedz mi swoją historię” to po prostu książka dla mam, bo to nasuwa się jako pierwsza myśl, to mama jest bohaterką, narratorką, autorką. ale tak naprawdę to książka dla… dzieci! Dla następnych pokoleń, dla całej rodziny, pełna cennych wspomnień: to korzenie, tożsamość, dziedzictwo. To, co kształtuje nas i nasze życie. Takie rzeczy nie mają ceny. Podoba mi się, że można ją wypełniać po trochu, w niedzielne popołudnia, wieczorami, kiedy dzieci już śpią, albo wspólnie, traktując ją jak grę w pytania i odpowiedzi. To również świetny pomysł na prezent – dla przyszłej mamy, babci, teściowej. Jest też uniwersalny: każda rodzina ma historię wartą opowiedzenia, a ten dziennik pomaga ją uporządkować i przekazać dalej.
Wypełniając go z dziećmi, zauważyłam coś jeszcze: taka książka uczy rozmawiać. Córka dopytywała o rzeczy sprzed lat, syn zastanawiał się, czy „wtedy też było internet”. To dla nich lekcja historii, ale też lekcja czułości i doceniania tego, co codzienne. A dla mnie? Dziennik stał się symbolicznym mostem – łączę nim własne dzieciństwo z ich dzieciństwem, a także moją mamę z moją córką. Wzruszająca rzecz! Jak widać książki poradnikowe mogą mieć niezwykle wzruszający charakter, a ja dodam, że w kolekcji jest też wersja dla tatusiów, babć i dziadków. Może zatem pora pobawić się wspólnie w rodzinnych kronikarzy?
Cześć! Jestem Kamila i z wykształcenia jestem lekarzem pediatrą i mamą trzech małych szkrabów – Antosia, Kaliny i Tomka. Jestem redaktorką naczelną Planetadziecka.pl, gdzie dzielimy się z wami naszymi doświadczeniem z wychowania dzieci i nie tylko!










