Czytam kilka książek w miesiącu, co w skali roku i lat bywa niezłą statystyką. Dlaczego zaczynam tak, jakbym chciała się przechwalać? Nie mam na celu pokazać, jaka jestem elokwentna bądź odczytana, lecz unaocznić Wam, że tak naprawdę jedna przeczytana książka może być warta więcej niż dziesiątki pochłoniętych w ciągu życia. Że jedna zapisana myśl naprawdę potrafi przenicować wartości, odwrócić perspektywę, może mieć wpływ na całe Wasze życie. Dawno już żadna książka nie poruszyła mnie tak mocno, jak Przesunąć horyzont. 20 lat później, Martyny Wojciechowskiej.
Autobiografia, czy jednak coś więcej?
Jeśli myślicie, że Przesunąć horyzont. 20 lat później to po prostu pięknie wydana (to akurat prawda!), rasowa autobiografia nieco starszej Martyny, to z pewnością będziecie zaskoczeni jej formą, narracją i podejściem do tematu. Myślę, że nazwałabym ją wszystkim: literaturą przygodową, podróżniczą, a nawet traktatem filozoficznym, a autobiografią dopiero na końcu. Choć zapewne książki biograficzne przygarną do swojego zbioru również i tę, to jednak umieszczenie jej wyłącznie w tych ramach byłoby bardzo krzywdzące. Martyna opisuje tu fragment swojego życia, ale wszystkie wydarzenia są tylko osnową, to niczym…
… kanwa do głębszych przemyśleń
20 lat to mnóstwo czasu. Na tyle dużo, by życiowy horyzont poszerzył się bardziej. By spojrzeć na wiele spraw z dystansu. By uleczyć się z nie tylko z fizycznego bólu po wypadku, ale również tego gorszego, bólu po stracie. By obrosnąć w nowe doświadczenia, by docenić dobre rzeczy, którymi obdarzył nas los i nauczyć się czerpać naukę z tych smutnych i złych. Opowieść Martyny nie zaczęła się w momencie narodzin. To nie jest tradycyjna książka w stylu urodziłam się – żyłam – osiągnęłam. Autorka od razu zabiera nas w moment, który rozdarł jej serce, tkanki, plany. Wypadek. Śmierć przyjaciela. Złamany kręgosłup. Nagłówki z plotkarskiej prasy, że jej życie w branży się skończyło, że już nie będzie jej w medialnym świecie. Martyna pokazuje nam, że tak naprawdę… od tamtej chwili wszystko się zaczęło.
Dwie daty urodzenia
“Przed wypadkiem byłam przekonana, że świat należy do mnie i nic mnie nie zatrzyma […] po wypadku nie miałam w sobie nic z wojowniczki, którą ludzie znali w telewizji. Została tylko cisza i sufit, w który wpatrywałam się godzinami, próbując zrozumieć, dlaczego żyję, podczas gdy ktoś ważny dla mnie nie wrócił do kochającej żony i dzieci […] To była pustka“. Pisze Martyna po 20 latach. I przyznaje, że to właśnie po wypadku i dzięki planowaniu wyprawy na Everest narodziło się w niej pragnienie by nadać swemu życiu sens.
Jak wygląda to wszystko 20 lat po zdobyciu najwyższej góry świata, na którą Martyna weszła – przypomnijmy – choć po wypadku lekarze twierdzili, że nie jej ciało nie da rady, że już nigdy nie będzie tak aktywna, jak dotąd, że nie powinna, że to niemożliwe, niedozwolone, niepoprawne…? Po prostu: Martyna skreśliła każde NIE. I robi to nadal, tłumacząc ludziom, że słowa takie jak jestem niewystarczający, niepotrzebny, nie zasługuję, nie dam rady – to krzywdzący mit. Bujda, czyjś brak wyobraźni.
Program Kobieta na krańcu świata traktuje niczym swoją misję i daje w nim głos kobietom; często tym, które głosu nie mają lub zwyczajnie nie mają gdzie być usłyszane. Opowiada też o swojej pięknej przyjaźni i miłości do Kabuli którą spotkało bestialstwo i ból z powodu durnych wierzeń oraz zabobonów. Martyna pomogła dziewczynie zdobyć jej własny Everest: dzięki zbiórce i prawnej opiece Martyny Kabula może uczyć się i studiować prawo, by później pomagać osobom pokrzywdzonym Z kolei druga, biologiczna córka, Marysia, stała się inspiracją do założenia ogólnopolskiego projektu Młody Głowy- otwarcie o zdrowiu psychicznym. Te kobiety przesuwają horyzont każdego dnia: swój, cudzy, nasz. Przesunąć horyzont. 20 lat później rzeczywiście pokazuje nam inną perspektywę. Uczy, jak patrzeć na świat nie tylko napędzany adrenaliną, ale także empatią i wrażliwością: z dwóch skrajności narodziła się harmonia. Martyna nie pomija żadnego aspektu swojej zmiany. 20 lat temu była córką niezwykłych rodziców, kochających miłością mądrą i dojrzałą, a dziś sama jest matką i to także wbrew zapewnieniom medyków. Kolejny punkt na horyzoncie życia, którego miała nigdy nie dostrzec…
Przesunęła mój horyzont wrażliwości
Publikacja Martyny pokazała mi, jak mocno czyjaś przygoda może zmienić sposób myślenia o życiu, wartościach, pragnieniach czyli własnym mentalnym apogeum szczęścia, metaforycznym wierzchołku, który każdy z nas ma inny, ale z pewnością ważny. Czytałam, płakałam, wzruszałam się, smuciłam i kiwałam głową w niemym zrozumieniu, by na końcu odczuć spokój i harmonię.
Martyna Wojciechowska staje na szczycie Everest i z dachu świata, parząc na horyzont pokazuje nam szerszą perspektywę. Weszła tam dla siebie… ale naukę, jaką z tego wyciągnęła, daje nam. Dzieli się nią z całym światem: opowiada, że ograniczenia są w nas samych i że można przesunąć swój horyzont dalej i dalej, poza blokady nakładane przez innych. Łamiemy je nie tylko dla siebie ale po to, by dać coś światu, ludziom, by umieć pomóc i by życie miało sens. To najpiękniejsza rada, jaką może dać nam drugi człowiek. Tak mówi tylko przyjaciel, bo tylko on nie wątpi w nas nigdy. Nawet jeśli lekarz, lub ktokolwiek inny, popierając się całym swoim przekonaniem i autorytetem powie Wam, że się nie da.
Anna Maria Jurczak
Cześć! Jestem Kamila i z wykształcenia jestem lekarzem pediatrą i mamą trzech małych szkrabów – Antosia, Kaliny i Tomka. Jestem redaktorką naczelną Planetadziecka.pl, gdzie dzielimy się z wami naszymi doświadczeniem z wychowania dzieci i nie tylko!


